Szukaj
  • Sławek Stawarczyk

Co sprzedaje restauracja.

Co sprzedaje restauracja? Jak zaplanować swoją karierę przedsiębiorcy...


Wielu ludzi, zgodnie z zasadą stadnej reakcji, otwiera restaurację.

No pewnie, w końcu przecież każdy świetnie umie gotować. Taaak...

Jako wytrwały fan Kuchennych Rewolucji, widzę jaka to rozkosz i malina, ten kulinarny biznes.


O czym jednak Magda nie wspomina w rozmowach z właścicielami tych małych biznesów, to fakt, że restauracja, to nie tylko jedzenie.

Z wiadomych względów, skupia się ona na gotowaniu, taka jest konwencja programu koniec końców.


Z moich doświadczeń, oglądu często łykowatych właścicielek restauracji, które na pewno więcej czasu spędzają na fitnessie, niż w kuchni, wynika, że nie do końca o karmienie im, otwierając lokal chodziło.


Bo wszystko wydaje się proste, jeśli uruchamiasz restauracje, bo fantastycznie gotujesz, masz smak i potrzebujesz miejsca, gdzie będziesz się dzielić wytworami rąk i duszy.

To jest jasne wtedy.

Nie do końca musisz się nawet znać na urządzaniu wnętrz. Ludzie nawet wybaczą fakt, że hacap u ciebie bywa, a nie jest.


Często spotykam się, jak już wspominałem z osobami, które ostatnio jadły w dziewięćdziesiątym drugim, a luty był i śnieg po pas za oknem...

Zadaję wtedy pytanie wprost, czy chodzi ci o pranie pieniędzy związane z faktem, że restauracje mają obniżony podatek VAT?

No bo na tym można kręcić niezłe walki wiem, jako na biznesie pomocniczym.


Ogólnie, jak mówi do mnie mój mentor, śmiejąc się, z poważnymi oczami, zaproszę cię na spotkanie z moimi przyjaciółmi, zaraz po tym, jak będziesz miał tyle majątku, że kupisz sobie mały hotelik z restauracyjką do portfolio.

Niewtajemniczonych odsyłam do wtajemniczonych. Czy jestem? Tak, sądzę, że tak.


Otóż, większość kostuch, których w życiu nie spodziewałbym się o inne zastosowanie tłuszczu, niż do wypełniania policzków, poruszone odpowiadają, że skąd!

Że nie, że zawsze marzyły o własnym miejscu.


Okazuje się, z mojego doświadczenia, że chcą oni mieć miłe wnętrze, w klimacie przypominającym im wakacje ostatnie, bądź ulubione, albo ich domy, czy kreację marzenia o ulubionej przestrzeni.

Potem temat się rozmywa, nawet najpiękniejszy lokal jest bowiem pustym sloganem, jeśli nie idzie za nim dobre jedzenie, jeśli właśnie to ludziom obiecujesz.

Zmagają się więc właściciele obiektów z balansem, pomiędzy znalezieniem wybitnego szefa kuchni, utrzymaniem morale wśród nisko zazwyczaj opłacanego personelu i pozostałymi wadami, bądź zaletami posiadania tego rodzaju biznesu.


I tu rodzi się ciekawa myśl.


Czy rzeczywiście to, co chcę sprzedawać, to jedzenie?

Może chcę bardziej oferować klimat wakacyjny?

Może chce proponować po prostu odpoczynek?

A czasem, mój gust do wnętrz, bo jestem przekonany, że się na tym znam i wszyscy rzucą się na moje krzesła i sofy, jak tłuste koty na kaloryfer.


Mam w mojej stajni klientów, zaprzyjaźnioną restaurację, której właścicielka często podkreśla, że najwygodniej robi się siano na napojach. Organizuje więc imprezy, na których jedzenie jest rzeczywiście marginesem, a preferuje imprezy takie, jak odczyty, krótkie prezentacje, czy koncerty.

Nie musi mnie długo przekonywać do tego, że łatwiej jest zaparzyć herbatę, czy kawę, podać mineralkę, albo wino, niż lepić pierogi. W ogóle nie mam wątpliwości.

Ciekawe jest jednak, że o ile w jej przypadku, za słowami idą czyny i konsekwentnie próbuje się wbić w eventy, których istotą jest picie, nie obżarstwo, to większość właścicieli małych biznesów, wchodzi w buty gotowych rozwiązań, które potem niezwykle silnie uwierają, obcierając marzenia do krwi.


Czy jeśli umiem gotować, potrzebuję inwestować w lokal?

Czy na prawdę znam się na urządzaniu wnętrz. Wracając do Magdy Gessler, w końcu niejeden już oszpeciła... nie wiem więc, czy warto kopiować ten błąd.

Mało lokali na rynku?

Jest miejsce dla wolnych strzelców, którzy na przykład dostarczają gotowe sosy, czy mięsiwa, ciasta, zupy, do istniejących lokali.

Wyobrażam sobie sytuację, w której gotowaniem zup zajmuje się Krysia w zaciszu domowym, dostarczając je do zakontraktowanych punktów. Wszyscy zyskują.


Innym ciekawym rozwiązaniem jest wykorzystanie zdolności, której Magdzie brak. Może bowiem rzeczywiście umiesz stworzyć wyjątkową atmosferę, miejsce, do którego chce się przyjść.

Jeśli nie rozumiesz kuchni i nie chcesz jej, zleć tę prace komuś, poddzierżaw kuchnię, samemu skupiając się na gościach i barze, weź właśnie zupy od Krysi i sałatki od Cześka.


Ciekawi mnie, jak sprzedawały by się VIP roomy w częściach wspólnych do konsumpcji w galeriach handlowych.

W tej chwili jesteśmy tam, zamawiając jakieś jedzenie, skazani na stanie przy ladzie przez okres przygotowania posiłku i potem na jedzenie w mało przyjaznym holu galerii. Osobiście czuję się jak na korytarzu i do tego ciągnie mi wiatr po nogach.

A gdyby tak postawić tam luksusowy punkt w którym kelner przyniesie ci z wybranego punktu jedzenie, fotele będą wygodne i dodatkowo dostaniesz wino, albo piwo? Jestem przekonany, że część klientów zapłaciłoby serwis 20% za taką możliwość, a właściciel miejsca sprzedawał by to, co umie, czyli kreowanie przyjaznej atmosfery.


Brakuje w Polsce klubów tylko dla członków, gdzie po opłaceniu rocznego karnetu możesz korzystać do woli z pokoi z cygarami, mocne trunki jakieś, brandy, czy piwniczki z winami. Również i tam zaprzyjaźnione restauracje mogą dostarczać jedzenie, które będzie pięknie podane...


Co z klubami tematycznymi, tworami między salonem piękności, a kawiarnią?

Miejsce gdzie można pograć w planszówki, lub porzucać siekierami do tarczy. Tam na pewno nie pójdę, ale paru osobom bym polecił z powodu moich uczuć do nich. Byłby by to wyjątkowo prywatna motywacja.


Warto przełamać gorset narzuconych zasad. Bo w restauracji mamy do czynienia z różnymi produktami: jedzeniem, piciem, spędzaniem czasu w miłej atmosferze, schronieniem się przed deszcze, czy skorzystaniem z toalety. I tyle powodów, co klientów.

Nie wiem, czy warto brać się za pełen komplet, od wnętrzarstwa, przez bukieciarstwo, zarządzanie zespołem specjalistów, kuchnię, bar by skończyć na specu od eventów?


Może przestań się kierować ogólnie panującymi regułami, a jeśli wciąż uważasz, że są ważne, wskaż mi tego, kto ich wymaga, ba ja tego władcy dusz zwyczajnie nie widzę...


1 wyświetlenia0 komentarz

Ostatnie posty

Zobacz wszystkie