Szukaj
  • Sławek Stawarczyk

Warto mierzyć siły, na zamiary. Lepiej mieć średnio niż gówno.

Przypomniała mi się taka historia.

Kiedy jeszcze byłem szczupły, bo u mnie czas, jak u drzew, daje kolejne słoje, choć ja wciąż kwitną, jak młody bóg, odwiedzajac Polskę, bardzo starałem się o audiencje u mojego, jakże zabieganego przyjaciela.

Wydawało mi się w mojej naiwności, że był on tak pogrążony w biznesach i transakcjach, ze brakowało mu czasu nawet dla mnie.


Zagrałem va bank i pojawiłem się u niego w biurze.


Nie było go. Może był na spotkaniu biznesowym w mieście? Może na brunchu?

Może.


Tak, czy inaczej, go nie było. Poinformowałem jego sekretarkę, ze nie ruszę dupska aż przyjdzie. Zakłopotana zadzwoniła do niego, odwracając się teatralnie ode mnie podczas rozmowy.


Pojawił się w kwadrans, rozbawiony cała sytuacją.

Zapowiedział już w drzwiach, ze musimy się wybrać na przejżdże, jest bowiem tak zajęty, ze jedyny czas jaki może mi poświecić, to w aucie, na trasie.

Wiele z tego spotkania nie pamietam, poza opowieściami o pannach, mężatkach, rozwodach i dymaniu.


Po drodze, zboczyliśmy z autostrady i zapadliśmy w wąskie lokalne dróżki. Sprawdzając jakość terenowa suva mojego przyjaciela, w końcu zatrzymaliśmy się przed odrestaurowanym pałacem. Miał on tez cześć nowoczesną, niebanalna bryle kontrastująca z reszta XVII wiecznego budynku.


Przywitał nas człowiek, którego znałem ze zdjęć w forbsie. To mój mentor, przedstawił nas sobie mój przyjaciel.

Panowie zniknęli w czeluściach pokoi. Ja tymczasem zachęcony przez właściciela udałem się do galerii sztuki. Miał on prywatną kolekcje polskiej sztuki z przełomu wieków i prekusista międzywojennego.

Żadne polskie muzeum, nie ma tak dobrej i reprezentatywnej dla tych okresów kompozycji prac, ułożonych z rozmysłem, trzymają widza w napięciu i porządkując wątki.


Dla mnie, który sztukę lubi, to była prawdziwa i niekłamana przyjemność.

Nie wiem, ile czasu tam spędziłem, ale nie dość i teraz, kiedy o tym myśle, bardzo chciałbym zobaczyć tę kolekcję jeszcze raz. Z tego, do pamietam, nie będzie to możliwe, chłop raczej mnie nie zapraszał.


Kiedy panowie wrócili, nie szczędziłem zachwytów właścicielowi kolekcji. Zaznaczyłem z żalem, że jest to jeden z niewielu powodów, dla których chciałbym być bogatym, by moc taką kolekcję mieć.

Odpowiedział mi, że nie trzeba być majętnym człowiekiem, by takową tworzyć. Można się skupić na artystach średniej klasy, czy sztuce na papierze. Zainspirowało mnie to na tyle, że skorzystałem z tej rady później.

Nie wiem, ile pieniędzy zarobiłem dzięki spotkaniu z tym człowiekiem.

Wiem, że bycie marchandem, to jedna z fajniejszych przygód w moim życiu. Nie mam raczej takich obrazów, do których przyzwyczaił bym się na zabój. A tak, wiszą, tydzień, kilka miesięcy, czy lat i znikają, dając miejsce na ścianach dla następnych.


Czy wnioskiem z tego jest rzeczywiście, że warto mierzyć siły na zamiary i żyć pełnią możliwości, które się ma, nie wzdychając wzwyż?

Czy jednak powinienem zaznaczyć, że spotkanie z kimś kto wiele osiągnąć, w piętnaście minut więcej zmieniło w moim życiu, niż lata wymiany zdań z codziennym otoczeniem.


Historia ta zostawia dwie puenty.

Skorzystałem z obu, cieszę się tym, do mam i sięgam po więcej.


4 wyświetlenia0 komentarz

Ostatnie posty

Zobacz wszystkie